O mnie
Cześć! Nazywam się Piotrek.
Mam 30 lat i od urodzenia mieszkam w Warszawie, a precyzyjniej – w Starej Miłosnej. Skończyłem Transport na Politechnice Warszawskiej. Od prawie dwóch lat jestem kierownikiem działu windykacji w firmie spedycyjnej, której przychód kształtuje się na poziomie kilkudziesięciu milionów rocznie. Pasje do nauczania odziedziczyłem w genach. Nauczycielkami są obydwie moje babcie oraz mama – zdecydowanie to im zawdzięczam swój zmysł pedagogiczny. Przygodę z korepetycjami zacząłem na początku studiów, przeszło 10 lat temu. Od tamtego czasu pomogłem kilkudziesięciu uczniom, od najmłodszych klas podstawówki, przez liceum aż po przygotowanie do matury.
Z powyższego opisu mógłbyś wywnioskować, że od zawsze pałałem miłością do szkoły, a nauka sprawiała mi nie lada przyjemność. No cóż…
Pozory mylą
Przez całą podstawówkę oraz gimnazjum utrzymywałem się na stabilnym, przeciętnym poziomie ucznia trójkowo – czwórkowego. W tamtym okresie matematykę „czułem” trochę bardziej niż polski, ale to jakby niejadkowi zaproponować czy wolałby na obiadek zjeść wątróbkę smażoną czy duszoną, no nie byłby zachwycony. Tak samo było ze mną, co z czasem przełożyło się na stale pogarszające się oceny. Poszedłem do średniego w skali Warszawy liceum, do klasy o profilu europejskim z podstawową matematyką. Mimo tego poziom nauki, względem gimnazjum, wzrósł, a atrakcji pozaszkolnych znacznie przybyło. W rezultacie na pierwsze półrocze z matematyki miałem wystawioną śliczną, smukłą jedynkę.
Mama dowiedziawszy się o moim naukowym „sukcesie” natychmiast zaczęła szukać korepetytora, który umożliwiłby mi przejście do następnych klas oraz jako takie zdanie matury. Pocztą pantoflową jedna z koleżanek poleciła nam Kamila – studenta SGH, który dorabiał sobie jako korepetytor. Dostałem więc od mamy nr telefonu wraz z stanowczym rozkazem, by jak najszybciej umówić się na spotkanie.
I tu zaczyna się magia – serio.
Okazało się, że raptem kilka lekcji z Kamilem wystarczyło, abym w ciągu paru następnych tygodni poprawił wszystkie klasówki i suchą stopą wyszedł z opresji.
Jakby tego było mało, Kamil na drugim czy trzecim spotkaniu ni stąd ni zowąd wypalił do moich rodziców, że on widzi mnie za dwa lata zdającego maturę rozszerzoną.
Rozumiesz?
Mnie – gościa który właśnie miał zagrożenie z matematyki na poziomie podstawowym, który w życiu nie dostał 5 z klasówki z matematyki i którego jedyną pasją była gra w piłkę nożną (i oczywiście gry komputerowe).
Nie taki diabeł straszny
Kamil całokształtem swojej pracy zbudował we mnie tak dużą pewność siebie, że od tamtego czasu na każdą klasówkę z matematyki szedłem jak po swoje.
Oczywiście w dalszym ciągu nie dostawałem piątek (tym bardziej, że nasza matematyczka nie tolerowała ocen powyżej 3+), ale jednocześnie wiedziałem, że żaden kataklizm już mi nie grozi.
Znajomi siedzieli przez sprawdzianem, powtarzali wzory, uczyli się zadań na pamięć, podpytywali inne klasy co miały na klasówce, a ja? Ja wychodziłem z założenia, że Kamil na pewno wszystkiego mnie nauczył i bez problemów poradzę sobie z większością zadań, a nawet jeżeli nie, to przecież będzie poprawa i wtedy już na bank będę wszystko umiał.
Z biegiem czasu uwierzyłem również, że mogę zdawać maturę z rozszerzonej matematyki.
No i zdałem, na 86%, co było dla mnie ogromnym sukcesem. Od zagrożenia i wiedzy na poziomie bliskim zera, do 86% z rozszerzenia i studiowania na politechnice.
Podsumowując moją autorecenzję.
Spotkanie przypadkowej osoby u młodego człowieka może być dla niego kamieniem milowym. Momentem, od którego zacznie inaczej postrzegać szkolną rzeczywistość. Wychyli głowę poza swój obecny świat, zacznie dostrzegać inne możliwości, perspektywy. Uwierzy w siebie i dostanie bodziec do zrobienia kolejnych kroków. Do rozwoju.
Kto i w którym momencie będzie bodźcem dla Ciebie? Nie wiem, ale życzę Ci byś odnalazł taką osobę jak najszybciej.
Ps. 1.
Na koniec 3 klasy liceum nauczycielka języka polskiego nie chciała dopuścić mnie do matury w obawie, że jej nie zdam. Jak to ma się do rzeczywistości? Ano tak, że teraz prowadzę bloga. Wszystkie artykuły są w całości pisane przeze mnie.
Ps. 2.
Hobbystycznie od najmłodszych lat gram w piłkę nożną w osiedlowym klubie KS WESOŁA.

